Malta (5/5) – Marsaxlokk i kilka innych zdjęć

Marsaxlokk to miejscowość rybacka położona w południowo-wschodniej części Malty. Leży bezpośrednio nad zatoką o tej samej nazwie.  Jest  uważana za główną osadę rybacką Malty. Według większości przewodników jest to obowiązkowe miejsce do odwiedzenia podczas pobytu na Malcie.

My dostaliśmy się tu autobusem. Wybraliśmy połączenie z przesiadką w Vallettcie (nie podaję numerów autobusów ponieważ  zmienił się przewoźnik obsługujący przejazdy po Malcie).  

Pierwsze co rzuca się w oczy tuż po wyjściu z autobusu (przystanek znajduje się przy samym porcie) to niezliczona ilość kolorowych łódek kołyszących się na wodzie. Każda łódka posiada po obu stronach dzioba typowy element Maltańskich łodzi rybackich tzw. „oczy Ozyrysa”.

Nasza wizyta polegała głównie na zrobieniu kilku zdjęć i krótkim odpoczynku. Spędziliśmy tu ok 3h po czym wróciliśmy do Valletty, którą pokazywałem w poprzedniej części.

 

 

Na koniec tego wpisu umieszczę jeszcze kilka zdjęć z Malty, które zrobiłem podczas wyjazdu, a nie do końca pamiętam gdzie zostały zrobione. Nie pasowały do opisywanych wcześniej miejsc i było ich za mało aby poświęcić im cały wpis.

 

 

 

7 thoughts on “Malta (5/5) – Marsaxlokk i kilka innych zdjęć

  1. Wspaniała relacja, można się dużo z niej dowiedzieć. Zdjęcia również piękne. Na pewno posłuży nam za inspirację podczas zwiedzania Malty w lutym. Pozdrawiam 🙂

  2. Idealny blog! Tyle informacji w jednym miejscu i jeszcze te zdjęcia! Skorzystałam z nich robiąc prezentację multimedialną o tym kraju, a oglądając je mam ochotę tam jechać…. WIELKIE DZIĘKI

    • Przepraszam, niechcący kliknęłam.. Czy możecie podać nazwę hotelu w którym mieszkaliście? A jak wyglądała u Was kwestia obiadów? Stołowaliście się w fast foodach? Ile kosztują np.pizze? Moglibyście podać jakieś wskazówki dotyczące miejsc jedzenia? Czego omijać a gdzie warto wejść na posiłek? Bo o nazwy nie pytam ;))
      A w tym Mdina Glass orientacyjnie jakie były ceny wyrobów?
      Pozdrawiam

    • Nie pamiętam już jak nazywał się nasz hotel. Miał w nazwie słowo Bugibba, nie był wart szczególnego polecenia więc nie podawałem nazwy. Standardowe miejsce do przenocowania. Obiady jadaliśmy głównie „na mieście” w lokalnych restauracyjkach. Jest ich mnóstwo. Standardowo przed każdą znajdziecie kartę z cenami. Cen już nie pamiętam dokładnie więc nie chcę wprowadzać w błąd. Ceny w Mdina Glass wahały się od kliku Euro za drobiazgi do kilkuset Euro za niektóre wyroby.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *